Test Cateringów dietetycznych. #3 Forma u Dyby

Dzwoni do mnie telefon. Odbieram. „-Hej stary, słyszałeś, do Wrocka wchodzi nowy catering. Forma u Dyby, słyszałeś? Dobrą promocję mają.” Wchodzę na ich profil na fb. Patrzę na komentarze, są ok. więc łapię telefon i zamawiam. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak szybko jak zamówiłem, tak szybko zrezygnuję…    Cateringi przeżywają swój rozkwit. W końcu Nasza sytuacja materialna się poprawiła. Do tego pracujemy więcej więc coraz rzadziej chce się nam gotować lub zwyczajnie nie mamy na to czasu. Dlatego cateringi dietetyczne wyrastają jak grzyby po deszczu a ceny robią się coraz bardziej konkurencyjne. Dla konsumenta jest to dobre, jednak czy jakość produktów będzie dalej na wysokim poziomie?

Do Formy u Dyby podszedłem z czystą głową, ponieważ polecił ich znajomy. I mimo że zna się na treningach czy odżywianiu to dał się nabrać na to co dostawał.

Ja, mimo że zamówiłem wersję na cały miesiąc, to testowałem całość cztery dni.

Dzień pierwszy.

posiłek pozostawiony przy chodnikuCatering miał dojechać między 4:00 a 6:00 rano. Wstaję o szóstej i niestety koło drzwi nic nie widzę. Nagle dostaję sms: „Przepraszamy, mamy opóźnienie, będę 6:25”. Looz. Akurat tego dnia wychodzić do pracy miałem ok. 7 więc bez spiny. Jednak 6:30 nikogo nie ma. 6:40 dalej pusto. Akurat nie robiłem zakupów więc w lodówce pustka. Zawsze rano piję shake z herby więc zaczynam sobie go przygotowywać. 6:50 dalej nic. 7:05 – dłużej czekać nie mogę. Szejk trochę poratował ale będzie trzeba coś sobie w ciągu dnia organizować. Trochę słabo bo to będzie napięty dzień. 7:10 jak już wychodziłem do auta, zobaczyłem odjeżdżający samochód… Kierowcy nie chciało się wchodzić do budynku więc zostawił torbę zawieszoną na słupie obok śmietnika. Przy samym chodniku… słabo. O tyle dobrze, że zauważyłem i przynajmniej coś zjem.

forma u dyby śniadanie

Szybki telefon do Formy u dyby. Zgłoszenie przyjęte sprawdzimy ogarniemy. Po 2ch godzinach zadzwonili przeprosili i obiecali załatwić sprawę.

Tymczasem przyglądam się jedzeniu które dostałem. Na pierwszy rzut oka wydaje się że będzie mało. Do tego praktycznie w każdym posiłku walone są węglowodany w dużych ilościach. Wspomnę tylko że zamówiłem kalorykę pomiędzy 3000 a 3500 kcal.

Pierwszy posiłek jaki jadłem to ryż z wiśniami posypany tartą czekoladą. Faktycznie było smaczne ale nie do końca fit. Na obiad ryżu więcej niż mięsa (a ryżu sporo mniej niż 100 gram) i malutka garstka warzyw. Było dobre ale w końcu płacę też za ilość a z nią jest już słabo.

Dzień drugi.

Dzisiaj już nie mam czasu czekać do 7:00. Niestety mimo że dostawa miała być maksymalnie do 6:00 to  o 6:30 dalej nic nie dostałem a już muszę wychodzić do pracy. Znowu ratuje mnie Herbalife Formuła 1.

O 9:00 dzwonię do Formy u Dyby już trochę bardziej poddenerwowany, bo głodny. „Zgłoszenie przyjęte, sprawdzimy oddzwonimy„. Po dwóch lub trzech godzinach oddzwaniają, przepraszają i przedłużają catering o jeden dzień. Kierowca ponoć nie wiedział gdzie ma zostawić posiłek i znowu zawiesił go na płocie. Dziwne bo opis mówił że obok drzwi. Płot widział bo na nim wieszał torbę ale budynku który stoi 15 metrów za płotem już nie zauważył. Szkoda, że nie dzwonił.

Zajmijmy się przez chwilę opakowaniem. Torby w których przewożony jest Catering są trochę za małe, przez co wygląda to dosyć nieestetycznie. Do posiłków nie są dodawane sztućce, więc te trzeba brać z domu. Jestem w stanie to zrozumieć, ponieważ aby obniżyć cenę trzeba ciąć koszta. Wraz z całym zestawem dostaje się wydrukowaną kartkę z informacją co zawiera każdy z posiłków. Alergeny są podkreślone (ale nie ma informacji, że to właśnie one są zaznaczone przez podkreślenie). Do tego nie ma informacji ile każdy z posiłków ma kilokalorii, a to jest podstawowa informacja, mówiąca o tym czy dostajemy to za co zapłaciliśmy.

Tego dnia niestety nie zjadłem nic z cateringu. Jak wróciłem z pracy to na płocie nic już nie wisiało, więc pozostało życzyć komuś smacznego.

Dzień trzeci i dzień czwarty.

Wstaję o 6:00, otwieram drzwi i … jest. Kierowcy się udało znaleźć budynek, wejście i drzwi mieszkania. Aby nie miał wątpliwości, zostawiłem wieczorem wielką kartkę z napisem „Forma u Dyby to TUTAJ”.

Dzień piąty.

Wychodząc z domu o 6:30 nic nie było. Telefon na infolinię i dowiaduję się, że kierowca był koło 7:00. No ok, ale tak się nie umawialiśmy. Chcą przedłużać znowu o jeden dzień ale ja już nie chcę. Rezygnuję. Kolejny dzień bez jedzenia.

W odpowiedzi dostaję info, że ok. oddadzą pieniądze, pomniejszone o ilość posiłków które zjadłem. Po 11 dniach dostaję przelew.

Tak przygoda z formą u dyby się kończy.

Jeszcze tylko kwestia kaloryki posiłków. Jeżeli założymy tą niższą wartość, czyli 3000kcal, a posiłków jest pięć, to wychodzi że średnio posiłki powinny mieć 600kcal. Jednak małe mieszanki owoców czy zupy nie mają nawet połowy tych kalorii. Pozostałe posiłki tego nie nadrabiały. Prognozuję, że kaloryka oscylowała w pobliżu 2200kcal.

Przejdźmy do podsumowania:

Plusy:

-Większość posiłków które jadłem była smaczna.

-Dobry kontakt z infolinią i załatwianie reklamacji w postaci dodatkowych dni.

Minusy:

-Nieterminowe dostawy.

-Zbyt mała kaloryka.

-Za dużo węglowodanów w ciągu dnia.

-Brak informacji o ilości kalorii dla każdego posiłku.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *