garnek mocy photo

Poćpany endorfinami w triathlonie.

Jak zRARować czas? (rar to taki program do pakowania). Mi się udało. dziesiątki godzin spędzonych na pływaniu, szosowaniu i bieganiu, w deszczu, w śniegu, i z tym żółtym na niebie co często wkurza najbardziej. Te godziny spakowałem w 25 minut.

Przed samym startem stres spierdoli aż za Hel. Aż sam nie mogłem w to uwierzyć bo przecież 10 minut wcześniej morda ze zdenerwowania była sklejona jakbym wyssał tubkę butaprenu. Spiker krzyczy że jeszcze minuta do startu. Wcześniej zaplanowałem że wbijam się na zewnętrzną. Tam będzie luźniej. Obok mnie Luka Cz. Z twarzy widać że lekko zestresowany, ale jako że jest lepszym pływakiem wbijam się jak najbliżej czołówki i ciągnę go za sobą. 15 sekund… zamykam oczy żeby jeszcze pocieszyć się chwilą spokoju i tym że jestem w miejscu do którego przygotowywałem się kilka miesięcy. Naokoło setki ludzi.Słychać naokoło: „Powodzenia chłopaki”. Teraz wszyscy mili, podczas gdy za chwilę w pralce możesz wyrwać piętę lub łokieć na zęby.

Tak jak rok wcześniej nie ryję sobie głowy że mogłem zrobić coś lepiej. to jest już za mną i już…. JEBUT. O kurwa… to już. Wszyscy ruszyli.

Wiem że na początku jest głębiej, potem znowu wypłycenie więc nie rzucam się tak szybko do pływania. Lecę do przodu lekko podskakując i mijając tych co się rzucali. Przechodzę płyciznę. Z prawej Czajdi już leci kraulem po chwili płynę obok niego. I W sumie z etapu wody nic ciekawego się nie działo. Byłem spokojny, bez żadnej paniki. Już nie walczyłem o życie jak rok temu. Teraz obserwowałem wodę i patrzyłem gdzie płynę i gdzie jest luźniej. Nawet jak ktoś napływał na mnie to się nie przejmowałem. chyba że się robił bardziej nachalny niż Ciapaty w Tunezji gdy widzi blondynkę, to wtedy tylko rozbujałem bardziej nogi na chwilę coby trafić z pięty w głowę i zachęcić tym do zmiany toru pływania. Raz tylko przeżyłem spory zawód. Pod to słońce nie widać było koloru bojek. 10 minut płynąłem do czerwonej gdy nagle się okazało że to żółta i trzeba płynąć jeszcze dalej.Gorzej było tylko wtedy gdy dowiedziałem się że Miriam to facet.
Cały czas płynąłem obok Czajdiego. Łatwo było go wyłapać bo nie każdy ma piankę z czerwonymi rękawami a do tego brodę i okularki w tęczę. Dopiero ostatnie 200-300 metrów , po wpłynięciu do portu mnie zagubiło. Fale waliły ze wszystkich stron i błędnik zaczął mi szaleć. przez kilka chwil nie wiedziałem gdzie płynę i daję sobie jajka uciąć, że przez chwilę waliłem prostopadle do brzegu zamiast równolegle ,tu straciłem sporo czasu.

Wyjście na schody. Tam dwa razy musieli mi pomóc silne chłopy z obsługi, krzycząc do ucha na odmulenie. Naprawdę. nogi po pływaniu miałem bardziej miękkie niż crossanty w Lidlu.
Z pływania urwałem 2 minuty w stosunku do poprzedniego roku. Niby dupy nie urywa ale idę w dobrą stronę.
A jak nie wierzycie że nie byłem zestresowany, to zobaczcie na filmik na fb. Wyglądam jak Puchatek z dobrym tripem po 3 kwasach od Prosiaczka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *