mietkow bike

Rowerowy etap na IronMan Gdynia 2016.

Do dzisiaj pamiętam jak Adam mi mówił dzień wcześniej że te górki na trasie rowerowej to luzik i spoko. One małe są. Bierze się je z rozpędu. i tak po 15 minutach wspinania się pod górę, zastanawiałem się, skąd on kurwa bierze rozpęd. Z Himalajów chyba. No nie ważne. Tuż przed rowerem postanowiłem jednak stracić trochę czasu aby zjeść jednego żelka. Potem jeszcze szarpanina z workiem bo wielka pianka nie łatwo wchodzi do małego worka i wybieg z rowerem. Nogi już doszły do siebie. Tak na marginesie, zawsze na etapie pływackim powtarzam sobie, że za chwilę będzie rower to odpocznę. I tak sobie myślę, że nawet Platforma z PiSem tak nie oszukują jak ja sam siebie. Już od pierwszych minut zaczęły się wiadukty i za chwilę długi podjazd. Ponad 10 kilometrów pod górkę z czego sama końcówka była jak Tompadła. Potem krótko w dół i znowu pod górę.

W połowie trasy przy próbie wyprostowania na chwilę nogi, złapał mnie skurcz w czwórce.Na szczęście po ponownym zgięciu szybko puściło a ja zacząłem się zastanawiać jak wesoło będzie na bieganiu. O to aby nogi nie odpoczęły zadbał jeszcze wiatr. Jak była płaska trasa to najczęściej z wiatrem w ryj coby nie było za łatwo. Nie ruszało mnie to aż tak bardzo, bo przecież W okolicach Wro zawsze wieje na trasie. Dającym nadzieję na to że może kiedyś będę w potrafił mocniej jeździć na etapie kolarskim, jest fakt, że wiele spośród tych wszystkich czasówek mijających mnie z górki lub na prostej, ja doganiałem i często wyprzedzałem pod górkę. Oczywiście nie wszystkich bo dalej rozwijam prędkości jak Ksiądz Mateusz ale zaczynam myśleć o zmianie roweru na przyszły sezon bo jednak sprzęt robi pokaźną różnicę. Ostatnie 5-8 kilometrów już odpuściłem z prędkością i zwiększyłem kadencję. Czułem że nogi mam spięte jak zwieracze przy rozwolnieniu, gdy do kibla zostało Ci jeszcze 2 metry dobiegu. Takie dziwne uczucie w udach i łydkach, stopniowego zaciskania się. taki stan jaki się czuje na sekundę przed tym jak złapie Cię skurcz. Dojeżdżałem już do strefy zmian więc zacząłem wyciągać nogi z butów, modląc się abym ustał po tym jak zeskoczę z roweru. Zaraz miał się rozpocząć etap biegu z nadchodzącym skurczem.

Rower pojechałem ponad 2 minuty szybciej niż rok temu. Niby też dupy nie urywa, jednak trasa rowerowa była nieporównanie cięższa. Większość pod górę gdy rok temu było całkowicie płasko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *